Góra Żar - 761 m. n. p. m.

Na Górę Żar położoną w Beskidzie Małym idziemy tak właściwie z przypadku. W planach było Skrzyczne w Beskidzie Śląskim, ale przeganiają nas niskie chmury i groźba deszczu. Jedziemy więc dalej w poszukiwaniu lepszej pogody i od naszego miejsca zamieszkania w Ustroniu oddalamy się o 60 km.

Góra Żar ma wiele do zaoferowania, szczególnie dla dzieci. Jest to takie miejsce całkiem turystyczne i dość skomercjalizowane, ale też fajne i przyjazne a do tego położone w przepięknej okolicy. Jesteśmy zachwyceni Międzybrodziem Żywieckim i na pewno kiedyś przyjedziemy tu na dłużej.

Wjeżdżamy samochodem na płatny parking u podnóża góry, gdzie znajduje się dolna stacja kolejki szynowej. 

Wiemy, że wśród atrakcji na Górze Żar jest park linowy, z tym że myślimy, że jest on na górze a w sumie przypadkiem zauważamy, że park znajduje się na dole. Dzieci nie przepuszczą żadnego parku linowego, więc idziemy. Park linowy oferuje system ciągłej asekuracji, więc nie trzeba się przepinać, tylko przeciągać cześć uprzęży przez blaszki zawieszone na drzewach. W niektórych momentach nie jest to łatwe, bo trzeba przeciągnąć pod różnymi kątami. Dzieci wzrostem łapią się na trasę zieloną. Na początku idą z wielkim zapałem. P śmiga do przodu i idzie mu świetnie, ale Panna M przeżywa kryzys już na drugiej przeszkodzie. Boi się, jest za wysoko, gdzieś tam nie może dosięgnąć nogą. Z takim humorem przeczuwam nadciągającą katastrofę. Tak naprawdę, to ja też bym się bała, tylko że mnie na parki linowe jakoś nie ciągnie a najbardziej dziwi mnie, że P nie odczuwa żadnego strachu mimo swojego lęku wysokości.



Panna M nawet jak zjeżdża na tyrolce, to podciąga się na rękach. Potem mi powiedziała, że bała się, że jak się puści, to spadnie. Na tyrolce zjeżdżała już wiele razy i nigdy tak nie robiła.


Dochodzi w końcu do przeszkody, której nie jest w stanie fizycznie pokonać. P przechodzi i mówi, że przeszkoda jest dość trudna, ale on jest parę centymetrów wyższy i może się złapać tego co trzeba i przejść, natomiast Panna M po prostu nie sięga. Jest wielki płacz, Panna M mówi, że chce już zejść na dół. Pracownik parku linowego wchodzi do niej na górę i namawia ją na dalszą drogę. Okazuje się, że tam gdzie nie da się przejść, można sobie przejechać tak jak na tyrolce (i nie trzeba się podciągać na rękach ;) ) Panna M ma towarzysza i pomocnika niemal do końca trasy i teraz już idzie, no może nie z uśmiechem na ustach, ale już bez płaczu i bez strachu. P swoją trasę już dawno przeszedł i wariuje na dole, gdyż mu się nudzi. Wtem inny pracownik parku proponuje mu drugie darmowe przejście. Młody cały szczęśliwy migiem przechodzi całą trasę drugi raz.


Wychodzimy z parku linowego i chcemy się dostać na szczyt Góry Żar. Można to uczynić na nogach lub kolejką szynową. Dzieci oczywiście chcą jechać kolejką, mi ten pomysł nie do końca się podoba, bo nie po to przyjechaliśmy w góry, żeby na każdą z nich wjeżdżać. Ustalamy wstępnie, że z uwagi na drogie bilety, na górę wejdziemy, ewentualnie potem zjedziemy. 


Wędrówka nie jest łatwa, bo góra okazuje się dość stroma. Na szczęście nie jest bardzo wysoka. Droga prowadzi wzdłuż trasy kolejki. Już na samym początku spotykamy starszego pana, który schodzi z góry i bardzo się dziwi, że my chcemy tam wejść, mówi, że nie damy rady. A potem mija nas grupa chłopaków z obozu sportowego, który nie wchodzą na górę tylko wbiegają.


Pannie M idzie się dość ciężko, więc zabieram od niej plecak. Idzie ona ze mną za rękę i trochę mnie ciągnie do tyłu. P radzi sobie całkiem dobrze, więc zamieniamy się na plecaki. On niesie mój znacznie cięższy a ja niosę oba plecaki dzieci. P pod koniec jest już zmęczony, ale dzielnie wnosi mój plecak prawie na samą górę. Widok szczytu dodaje dzieciom trochę sił jakoś się tam wczłapujemy. Przez chwilę widzimy paralotniarza. Po wejściu na górę okazuje się, że można sobie polatać na paralotni za jedyne 250 zł. Niestety chętnych jest mało i nie udaje nam się zobaczyć ani startu ani lądowania.


Za to możemy pooglądać piękne widoki i Skrzyczne w oddali. Trochę żałuję, że nie zaryzykowaliśmy i nie poszliśmy na Skrzyczne, bo chmury się podniosły i pogoda znacznie poprawiła.


Po krótkim odpoczynku i posileniu się kanapkami idziemy pojeździć na torze saneczkowym. W tym roku niemal wszędzie, gdzie idziemy są parki linowe i tory saneczkowe. Tu jest całkiem fajna oferta, gdyż dziecko do 7 roku życia, może jechać z rodzicem i taki bilet jest droższy niż pojedynczy ale tańszy niż podwójny. Na każdym innym torze saneczkowym, na którym byliśmy, dziecko nawet jak jedzie z rodzicem, to musi mieć swój osobny bilet. Panna M, co prawda 7 lat już dawno skończyła, ale 8 jeszcze nie, więc w tym momencie ma 7 lat, tym bardziej, że i tak sama nie chciałaby jechać. Tor jest bardzo szybki, ale też bardzo krótki.


Na Górze Żar jest też wielki zbiornik wody i elektrownia szczytowo - pompowa, ale teren jest zagrodzony i nie można tam wchodzić.

Na koniec jemy sobie jeszcze lody. Dzieci cisną na zjazd kolejką, ale udaje mi się ich namówić na jeszcze jeden zjazd torem saneczkowym zamiast zjazdu kolejką i powrót na nogach. Zgadzają się i tym samym schodzimy z góry a Panna M nawet zbiega. Tak jak pod górę szła na końcu, zwykle wieszając się na mojej ręce, tak w dół śmiga sama i co jakiś czas robi sobie przerwy i czeka na nas. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona czasem wejścia i zejścia, gdyż jest on tylko o kilka minut dłuższy od czasu wskazanego na drogowskazach i mapach. A jeszcze tak niedawno podczas wędrówek z dziećmi, czasy mnożyliśmy razy 2.


Według informacji na stronach internetowym Góra Żar oferuje jeszcze hulajnogi zjazdowe. Podobno świetna zabawa i myślałam, że sobie pozjeżdżamy, ale niestety żadnych hulajnóg nie było. Miała być jeszcze zjeżdżalnia pontonowa i plac zabaw. No i były, tylko nieczynne - pewnie dlatego, że koniec czerwca to jeszcze nie szczyt sezonu.

Komentarze

  1. Chętnie bym się przeszła do parku linowego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam już trochę dość, chociaż zawsze jestem tam tylko w charakterze obserwatora i sponsora :)

      Usuń
  2. Czyli ogólnie to była udana wyprawa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale fajna wyprawa. Mi się marzy wycieczka z dziećmi w góry, ale cały czas mam obawy, że nigdzie nie dojdziemy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzieś na pewno dojdziecie :) Na początek warto wybrać krótka i łatwą trasę.

      Usuń
  4. My w tym roku zaliczyliśmy zarówno wyprawę w góry, jak i park linowy :) Na pewno powtórzymy

    OdpowiedzUsuń
  5. Moi parki linowe uwielbiają. Śmigają zadowoleni, a ja patrząc z dołu jestem zawsze przerażona ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mam tam nigdy, ale właśnie widzę ile straciłam. Kusi mnie ten park linowy, choć chyba nie jest on dobry na pierwszy raz dla 7 łatki...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz