Ogrodzieniec - zamek i cała reszta

Do Ogrodzieńca zajeżdżamy po drodze wracając już do domu z naszego pobytu w Beskidzie Śląskim. W głównej mierze interesują nas ruiny zamku, ale atrakcji tu jest co nie miara, głównie dla dzieci.

Zostawiamy samochód na płatnym parkingu blisko zamku. Do zamku trzeba dojść alejką z jedzeniem, piciem i pamiątkami. Kiedy udaje nam się przedrzeć przez tę alejkę, to okazuje się, że jednak musimy wrócić do samochodu. Jest dość zimno i niestety bluzy to za mało, więc wracamy po softshelle. Musimy tę straszną alejkę pokonać jeszcze 2 razy, ale decyzja jest słuszna, gdyż jest bardzo zimno, tzn niby jest 14 stopni, ale mam wrażenie, że temperatura odczuwalna to 4 stopnie. Pierwszy raz mam na sobie bluzę pod softshellem i pierwszy raz jest mi zimno w softshellu.

Kupujemy bilety na zwiedzanie ruin zamku w Ogrodzieńcu. Można kupić łączny bilet na zamek i Gród na Górze Birów, który jest oddalony o 1,5 km od zamku. Nie korzystamy z tej opcji, ponieważ nie wiemy jeszcze ile czasu nam to wszystko tu zajmie a ostatecznie jeśli będziemy chcieli pójść na Górę Birów, to można też kupić osobny bilet, który nie jest dużo droższy niż w pakiecie.


Przy zakupie biletów dostajemy mapkę ruin zamku, co bardzo ułatwia zwiedzanie, choć bez mapki też nie było by źle, ponieważ są oznaczone punkty, przy których są tabliczki informacyjne oraz są wskazówki, którędy należy iść do następnego punktu. Pierwszym punktem jest dziedziniec zamku, na którym niegdyś też były stragany. Dalej chodzimy po różnych kondygnacjach i pomieszczeniach, które są bardzo dokładnie opisane, więc bez problemu można sobie wyobrazić jak kiedyś wyglądały. Dzieciom sam zamek bardzo się podoba, z chęcią szukają kolejnych punktów i czytają na głos opisy miejsc.


Na przeciwko zamku jest sala tortur. Na szczęście nikt tam nie jest torturowany, jest to po prostu muzeum z narzędziami tortur. Przed wejściem trzeba dzieciom wytłumaczyć, czym w ogóle są tortury. 


Ruiny zamku bardzo nam się podobają i w sumie głównie po to tu przyjechaliśmy, ale w okół zamku jest wiele atrakcji dla dzieci w większości nawet nie związane z zamkiem. Zastanawiam się czy właścicielem / administratorem zamku i całej reszty jest ta sama osoba i czy to wszystko to jest taki świetny chwyt marketingowy, żeby przyciągnąć ludzi do zamku.

My nie korzystamy ze wszystkich atrakcji, ale niektóre z nich są godne uwagi.

Park Ogrodzieniec składa się w sumie z 4 parków: Parku Miniatur, Domu Strachów, Parku Doświadczeń Fizycznych i Parku Rozrywki. Bilety można kupić na pojedynczy park, na pakiet niektórych parków lub na wszystkie. Co ciekawe bilet rodzinny obejmuję 2 dorosłych i od 2 do 5 dzieci za tę samą cenę. Jest jeszcze tor saneczkowy i park linowy.

Świadomie rezygnujemy z Domu Strachów, no bo jakoś tak chyba nikt za bardzo nie ma na to ochoty i z Parku Rozrywki, gdyż składa się z kilku karuzel i dmuchańców dla małych dzieci, tak mniej więcej do lat 5.

To co nas interesuje to Park Doświadczeń Fizycznych, w którym jest wiele urządzeń, dzięki którym można się dowiedzieć, jak działają podstawowe prawa fizyki.

Bardzo ciekawym, ale niezbyt przyjemnym doświadczeniem jest udział w dachowaniu samochodu. Mogą z tego skorzystać osoby, które mają powyżej 140 cm, więc Panna M niestety jeszcze się nie kwalifikuje. P bardzo chętnie wskakuje do samochodu, ja też próbuję, ale to nie jest fajne. Tata mówi, że przy prawdziwym dachowaniu działają trochę inne siły, bo samochód obraca się znacznie szybciej.


Tuż obok jest żyroskop. Z tego urządzenia mogą korzystać wszyscy, małe dzieci również, więc moje dzieci z wielką ochotą na to idą i mówią, że im się podoba takie kręcenie. Ja mam już dość po symulacji dachowania samochodu, więc odpuszczam.


Dzieci biegają od stanowiska do stanowiska, nie zastanawiając się dłużej nad żadnym z nich, więc trzeba ich trochę spowolnić i pokazać, że mogą tu się dowiedzieć czegoś ciekawego.


Ciekawym obiektem są 2 połączone ze sobą huśtawki, gdyż jeśli tylko jedna osoba zaczyna się bujać, to wprawia w ruch druga huśtawkę i po niedługim czasie bujają się one symetrycznie.


W Parku Doświadczeń Fizycznych możemy zobaczyć jeszcze wiele innych urządzeń takich jak pryzmaty, kalejdoskopy, peryskop, kołyskę Newtona, wózki na szynach, telegraf akustyczny a także instrumenty muzyczne takie jak cymbały, trójkąty, gongi czy fletnia pana.


Dzieci cały czas ciągną nas w jedna stronę, w stronę toru saneczkowego i parku linowego. Torów saneczkowych zaliczyliśmy w ostatnim czasie kilka, parków linowych zresztą też, ale chyba mniej, więc odpuszczamy sanki i idziemy na park linowy. Po ostatnich doświadczeniach z Panną M nie zgadzam się na żadną trudną trasę i pracownik parku podziela moje zdanie. Ewentualnie P mógłby pójść na trudniejszą trasę, ale jest ona znacznie wyżej i niestety lepiej by było jakby ktoś z nim szedł, bo do niektórych przeszkód mógłby nie sięgnąć. No na takie coś nie wyrażam zgody. Tutaj nie ma systemu ciągłej asekuracji tylko trzeba się przepinać. Dzieci są zadowolone, mówią, że bez przepięć jest nudno. Niestety powtarza się sytuacja z poprzedniego parku. Panna M początkowo idzie bardzo żwawo, ale szybko się zniechęca. Daje radę wszędzie dosięgnąć, chyba jednak strach bierze górę. P, który już dawno skończył swoje przejście mówi, która przeszkoda jest najtrudniejsza i której ona nie przejdzie. No i faktycznie tak jest. Za Panną M idzie pani, która próbuje jej pomóc, jednak Panna M nie daje sobie pomóc. Znów jest płacz i znów proszę pracownika parku o zdjęcie dziecka z drzewa i znów pracownik parku tak łatwo się nie poddaje i przeprowadza Pannę M przez tę trudną przeszkodę, żeby mogła dalej kontynuować. Tylko dalej nie jest wcale łatwiej. Muszę ją mocno dopingować z dołu, bo jest mi już potwornie zimno, jej zresztą też. Park jest położony w zacienionym miejscu blisko skałek, dlatego zimno jest dużo mocniej odczuwalne a w upały podobno skałki odbijają ciepło i jest jeszcze cieplej. W końcu udaje się jej dotrzeć do końca a ja jak jeszcze kiedyś usłyszę o parku linowym, to chyba wyjdę z siebie. 


Jesteśmy zmarznięci i pora jest już zdecydowanie obiadowa, więc wyruszamy na poszukiwanie czegoś do jedzenia. Kolejny raz przechodzimy przez alejkę z pamiątkami i fast foodami, ale fast foody nas nie interesują. Na szczęście na końcu alejki Karczma Jurajska, która oferuje całkiem smaczne i niedrogie jedzenie. I gorącą herbatę na rozgrzanie też. Najbardziej cieszę się z tego, że znalazło się też dla mnie w miarę bezpieczne beztłuszczowe jedzenie i przyrządzają mi je jeszcze według moich wskazówek, tylko później dochodzę do wniosku że oprócz składników wymienionych w menu, wylądował tam jeszcze jakiś glutaminian sodu czy inny czort. Pewnie zwykły zdrowy człowiek tego by nie wyczuł, ogólnie można powiedzieć, że jedzenie jest ok.

Najedzeni i rozgrzani idziemy jeszcze zobaczyć Park Miniatur. Tata początkowo nie chce tam iść, bo przecież w niejednym parku miniatur już byliśmy a tu są tylko jakieś lokalne budowle, których my nie znamy. Dobrze, że udaje mi się go przekonać, bo jesteśmy zachwyceni tym, co tu widzimy. W parku są miniatury zamków położonych na Szlaku Orlich Gniazd wszystkie w tej samej skali 1:25. Teraz większość tych zamków to ruiny a w Parku Miniatur został odtworzony ich pierwotny wygląd i każdy z nich został bardzo dokładnie opisany.


Na końcu parku jest też część rozrywkowa. Można sobie postrzelać z łuku. Jest to całkiem fajna zabawa, która zajmuje nam niemal pół godziny. Mamy szczęście, że zbliża się wieczór i tłumy ludzi już sobie poszły.


Przy każdym zamku jest opis, który powtarza się na tablicy przymocowanej do płotu otaczającego park i na tej tablicy dodatkowo jest legenda związana z danym zamkiem. Wiele zamków dzieli te same legendy, zwykle są o psach i białych damach.


Dwie największe budowle to Twierdza Jasna Góra i Wawel. Tylko dlaczego smok wawelski przyjął postać ankylozaura?


Tuż przy wejściu / wyjściu jest plac zabaw. Dzieci chwilę się na nim bawią. Jest całkiem ładny, zrobiony w klimacie zamkowym.


Szlak Orlich Gniazd w Jurze Krakowsko - Częstochowskiej bardzo nas zainteresował i myślę, że kiedyś będziemy chcieli bardziej zgłębić ten temat i zobaczyć jeszcze inne zamki z tego rejonu. Cieszę, że dzieci lubią zwiedzać zamki i nie trzeba ich zachęcać innymi atrakcjami, ale jak już są, to chętnie z nich korzystają.


A na koniec przy wyjeździe z parkingu czeka nas niespodzianka. Parking jest płatny i płaci się właśnie przy wyjeździe, ale chyba z uwagi na to, że pora jest już późna, to wyjazd jest otwarty i nie ma nikogo, kto przyjmuje pieniądze. Tak więc... będzie na lody :)

Komentarze

  1. świetne miejsce na wycieczke z dzieckiem:) zapisuje i jedziemy za rok

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawe miejsce.Ruiny zamków bardzo mnie interesują i zawsze ciekawi mnie czy w takim zamku mieszka jakiś duszek.Plac zabaw to również ciekawy pomysł.Zapisuję miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super zdjęcia, dzięki nim zaciekawiłaś mnie tym miejscem. w przyszłym roku zaplanuję tam wyjazd

    OdpowiedzUsuń
  4. Byliśmy rok temu i bardzo nam się podobało

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawe miejsce. Może uda nam się kiedyś tam wybrać ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pamiętam jak do Ogrodzieńca jeździłam z rodzicami gdy jeszcze nie było tam tych wszystkich różności. To świetne miejsce i przepiękne ruiny.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ogrodzieniec super miejsce, a odkąd zrobili plac zabaw to już w ogóle :-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz