Rowerem z Kolibek do Parku Reagana

Dużo jeździmy na rowerach i wszelkie wycieczki dłuższe i krótsze najczęściej rozpoczynamy na naszym osiedlu. Tym razem chcemy pojechać gdzieś dalej, ale nie bardzo daleko, więc ładujemy rowery na dach samochodu i ruszamy do Kolibek. Jest tu piękny park, po którym nie raz spacerowaliśmy, kiedy dzieci były mniejsze. Jest to też świetne miejsce, żeby pojeździć na rowerze. Sam park nie jest duży, ale rozpoczyna tu ciekawa trasa rowerowa, która wiedzie przez las w stronę Sopotu. Jedziemy poprzez Jar Swelinii, która jest granicą między Gdynią a Sopotem. Na ostatnim gdyńskim zejściu na plażę spoglądamy w stronę morza i jedziemy dalej ścieżką rowerową przez sopocki Park Północny. Byliśmy już tu kiedyś na pieszej wycieczce Szlakiem Mew. Niby miejsce to samo a jednak zupełnie inaczej wygląda z perspektywy 2 kółek. Nie zatrzymujemy się przy każdej pierdółce, tylko łapiemy wiatr we włosy i pędzimy przed siebie, dojeżdżając do ulicy Powstańców Warszawy w Sopocie. I to był ten przyjemniejszy odcinek trasy.


Dalej też jedziemy ścieżką rowerową, ale coraz bardziej zbliżamy się do centrum Sopotu, więc i ludzi jest coraz więcej a po ścieżce rowerowej gnają wariaci w obcisłych getrach z prędkością 40 km/h niemal taranując dwuletnie maluchy na rowerkach biegowych, które według obowiązujących u nas przepisów nie mają prawa znajdować się na ścieżce rowerowej, bo dziecko do 7 roku życia jest pieszym, nawet jak jedzie na rowerze. My też musimy się na chwilę zamienić w pieszych, gdyż na Skwerze Kuracyjnym jest zakaz jazdy na rowerze i rower należy przeprowadzić. Straż miejska każe mandatami, tych którzy się do tego nie stosują (i zostaną złapani). Dalej jedziemy ścieżką rowerową wzdłuż plaży i jest to najgorszy odcinek dzisiejszej wyprawy. Ścieżka niby fajna, ale jest to ścieżka rowerowo-piesza. Część rowerowa nie jest oddzielona od pieszej żadnym pasem zieleni ani innym krawężnikiem, więc często piesi wchodzą na część rowerową a co najdziwniejsze na ścieżce są namalowane napisy: ZWOLNIJ PIESI. Hmm, no dobra, rozumiem, że potrącenie pieszego byłoby niefajne i rowerzysty, i dla roweru, i nawet dla pieszego, ale dlaczego to rowerzysta ma uważać na turystyczne święte krowy włażące na ścieżkę rowerową? Ścieżkę rowerową, nie chodnik, który jest obok. No nic, przejeżdżamy jakoś i jedziemy dalej w stronę Parku Jelitkowskiego. Co ciekawe turyści w Gdańsku potrafią odróżnić chodnik do ścieżki rowerowej ;) Ostatecznie dojeżdżamy do Parku Reagana, który jest dużym, bardzo dobrze utrzymanym gdańskim parkiem. Jest tu gdzie pospacerować, bądź pojeździć na rowerze, jest skatepark i kilka placów zabaw oraz wiele nowoczesnych instalacji, nad którymi trzeba się czasem nieźle nagłowić, żeby zrozumieć zamysł autora ;) Kiedyś często odwiedzaliśmy to miejsce, ale mieliśmy kilkuletnią przerwę. Udajemy się na plac zabaw, na którym kiedyś spędzaliśmy dużo czasu, był fajny, bezpieczny dla maluchów a teraz... wielkie zdziwienie... Na placu zabaw nic się nie zmieniło, za to dzieci takie jakby bardziej urośnięte i chyba ten plac zabaw już ich nie interesuje. Ale to nic nie szkodzi, bo szybko dojeżdżamy do placu zabaw dla starszaków. Dzieci szaleją na przeróżnych konstrukcjach i zjeżdżalniach i po krótkim odpoczynku i posiłku ruszamy w drogę powrotną. Posiedzielibyśmy tu jeszcze trochę dłużej, ale wiemy, że musimy wracać, żeby zdążyć przez zmrokiem, bo mamy do przejechania ok 10 km. Wracamy tą samą drogą i na krótki odpoczynek zatrzymujemy się w Sopocie. Siadamy sobie na ławeczce z widokiem na latarnię morską


Dalej wracamy do miejsca, gdzie Swelinia wpływa do morza. Idziemy na chwilę na plażę i wtedy tata wpada na genialny pomysł. Tu powinna być bardzo malownicza ścieżka tuż przy samej plaży. Przypominam sobie, że faktycznie kiedyś dawno temu jechaliśmy taką ścieżką. Idziemy więc z rowerami wzdłuż plaży, idziemy, idziemy, dzieci już coraz bardziej się denerwują, bo prowadzenie roweru po plaży nie należy do przyjemności a ścieżki nie ma. Ciekawe czy zniknęła gdzieś, może morze ją zabrało lub jakieś ufo a może jest, tylko w innym miejscu. Przechodzimy przez plażę dla psów i stwierdzamy, że nie ma sensu iść dalej. Wracać plażą też nie bardzo chcemy, więc udajemy się wgłąb lasu szukać jakiego przejścia do Parku Kolibkowskiego. Przejście znajdujemy, tylko wiedzie ono przez wybieg dla psów. O ile psy mają gdzieś, że przez ich teren idą sobie cztery ludki z rowerami, to ich właściciele rzucają nam dziwne spojrzenia. 


Dalsza droga mija nam bez większych przygód, chociaż jest jeden dość stromy podjazd i dzieci postanawiają wprowadzić tam rowery. Do samochodu dojeżdżamy, kiedy zaczyna się ściemniać. Ładujemy rowery na bagażnik i trochę zmęczeni ale szczęśliwi zmierzamy w stronę domu.

Trasa liczy ok. 18 km i jest dość łatwa. Jedną z większym przeszkód jest dziki tłum ludzi w Sopocie.


Komentarze

Prześlij komentarz