Czy na Szlaku Saren spotkamy sarenkę?

Po pięknym i gorącym lecie zostały już tylko wspomnienia, ale jesień również nas rozpieszcza, więc korzystamy z pogody ile wlezie. Dzieci zostają odciągnięte od elektroniki i wpuszczone do lasu (na szczęście odnajdują się i tu, i tu). Jedziemy na wycieczkę do Sopotu a dokładnie na jeden z Sopockich Szlaków Spacerowych. Przeszliśmy już kiedyś Szlak Mew a dziś ruszamy Szlakiem Saren.


Sopockie Szlaki Spacerowe, w odróżnieniu od szlaków turystycznych, których w sopockich lasach jest niemało, mają oznakowanie namalowane na żółtym tle.


Samochód zostawiamy na malutkim parkingu, dosłownie na 3 samochody na ulicy Mickiewicza w Sopocie i ruszamy w las podążając za niebieskim szlakiem, który dość często ukrywa się przed nami i trzeba go trochę poszukać a nawet czasem pobłądzić.


Bardzo miło się wędruje w pięknej jesiennej scenerii.


Po drodze możemy poczytać trochę o ptaszkach żyjących w lesie.


Zagłębiając się coraz bardziej w las docieramy do alei stuletnich daglezji. Bardzo nie lubię robić pionowych zdjęć, ale daglezje są tak wysokie, że  w poziomie po prostu nie mieszczą się w kadrze.


Czasem szlak się przed nami chowa i nie możemy go znaleźć a czasem trafiamy na miejsca, gdzie różne szlaki spotykają się ze sobą.


Od tego miejsca szlak zaczyna się coraz bardziej piąć ku górze. Do dość wyczerpującym podejściu dochodzimy do skrzyżowania szlaków, zwanego Małą Gwiazdą. Jest tu kilka ławeczek, więc jest to świetne miejsce na krótki odpoczynek.




Jeszcze mały kawałek idziemy pod górę aż do skrzyżowania z Drogą Wielkokacką i dalej kierujemy się naszym żółto-niebieskim szlakiem w stronę wąwozu, który jest równoległy do Drogi Wielkokackiej. Zagaduje nas miła starsza pani, która twierdzi, że już wiele dróg przeszła w tym lesie i próbuje nas przekonać do zmiany trasy. Kiedy mówimy jej którędy chcemy iść, to dowiadujemy się, że "to jest za trudna droga, właściwie to nie wiadomo, czy da się ją przejść, bo tak w ogóle jest to droga dla koni." No to kontynuujemy naszą wędrówkę tą drogą dla koni, czyli wąwozem, którego przejście rzeczywiście okazuje się niełatwe. 


Jest za to bardzo ciekawie, bo musimy omijać przeszkody w postaci powalonych drzew. Myślę, że konie miałyby większy problem niż my, żeby pokonać tę trasę.


Przynajmniej jest z górki.


Przy okazji możemy poczynić ciekawe obserwacje przyrodnicze.


Dochodzimy na skraj lasu do ulicy Mikołaja Reja, gdzie mieści się wiata wypoczynkowa, którą używamy zgodnie z jej przeznaczeniem, czyli odpoczywamy i jemy nasze zapasy. Dzieci są już trochę zmęczone, więc dłuższy odpoczynek jest wskazany.


Skręcamy w prawo i kontynuujemy wędrówkę ulicą Mikołaja Reja, która zachwyca nas jesiennymi kolorami.


A za chwilę skręcamy w lewo i przechodzimy pomiędzy ogródkami działkowymi jednocześnie obserwując piękne i zadbane domki letniskowe i aranżacje ogrodów.


Po drodze mijamy mały potoczek.


Tuż obok, w miejscu, gdzie jest przejście między ogródkami działkowymi, mieści się głaz esperantystów.


Nieopodal jest dąb esperantystów. Wydaje nam się dość młody i na tablicy informacyjnej znajdujemy informację, że pierwszy dąb esperantystów, który został podarowany przez Wolne Miasto Gdańsk i który rósł na ziemi przywiezionej z różnych stron świata, został wycięty a po jakimś czasie obecny dąb został posadzony na jego miejsce.


Czy na Szlaku Saren można spotkać sarenkę? Może można, w końcu jesteśmy w lesie. My za to spotykamy wiewiórkę (to może na Szlaku Wiewiórek spotkamy kiedyś sarenkę?). Ruda bawi się z nami w berka tzn. ona ucieka a ja ją gonię z aparatem, ale w końcu udaje się zrobić jakieś sensowne i w miarę ostre zdjęcie.


Po przejściu przez ulicę skręcamy w prawo i idziemy skrajem lasu do zbiornika wodnego przy ulicy Mikołaja Reja. Dalej jest już tylko przejście przez ulicę Armii Krajowej i dojście do końca szlaku, ale rezygnujemy z tego odcinka, bo nie tam już nic ciekawego.


Sopockie Szlaki Spacerowe mają jedną ogromną wadę - nie są pętlami. Szlak się skończył a my musimy jakoś dostać się do samochodu. Możemy iść miastem, ale wśród spalin nie jest tak miło jak w lesie, więc idziemy najkrótszą drogą przez las i w sumie częściowo wędrujemy Szlakiem Dzików, który pewnie kiedyś w przyszłości przejdziemy w całości.


Nasza droga powrotna wiedzie przez Rezerwat Przyrody Zajęcze Wzgórze, w którym rosną różne gatunki drzew a wiek niektórych sięga nawet 200 lat.


Docieramy w końcu do punktu widokowego, ale widoki nie są jakieś oszałamiające tzn. komuś, kto nie mieszka nad morzem pewnie by się podobało, ale nam taki widok już się trochę opatrzył ;)



Komentarze

  1. Tyle lat mieszkam w 3mieście, a nie miałam pojęcia o szlakach w Sopocie. Niech no młody podrośnie i zacznie sam chodzić to się tam wybierzemy na rodzinną "wyprawę" :D

    OdpowiedzUsuń
  2. No proszę, jak wspaniale można spędzić czas podczas wędrówki tym szlakiem, nic tylko cieszyć się spotkaniem z naturą. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ślicznie i nie trzeba jechać do tropików.

    OdpowiedzUsuń
  4. kocham góry za te widoki, za te wspinaczki, kiedy dochodzisz na szczyt by zobaczyć widok na długo zapadający w pamięci :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie jest to wcale najprostsza trasa, choć z górki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowna wyprawa! I wiewiórka piękna:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też nie mogę doczekać się już nieco cieplejszej pogody, aby zaplanować kilka wypadów za miasto :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz