Kopalnia Guido w Zabrzu zostaje odwiedzona przy okazji babskiego wyjazdu w Beskid Śląski. Wracając do domu chcemy jeszcze gdzieś zajechać i coś zobaczyć. Jedna z koleżanek z kilku propozycji wybrała, że jedziemy właśnie do kopalni, druga jak usłyszała, że jest trasa o nazwie "Mroki kopalni" to już nie było innej opcji.
Kopalnia węgla kamiennego Guido powstała w latach 50-tych XIX wieku a swoją nazwę otrzymała na cześć jej właściciela, magnata przemysłowego, Guido Henckela von Donnersmarcka. Dziś już nie wydobywa się w niej węgla, za to w ofercie zwiedzania jest kilka różnych tras na różnych poziomach (170, 320 i 355 m) i o różnym stopniu trudności. A my wybieramy tę jedną z trudniejszych...
Bilety rezerwujemy telefonicznie. Po zakupieniu ich w kasie odbieramy od naszego przewodnika kaski górnicze z latarkami, gdyż na trasie "Mroki kopalni" naprawdę panuje mrok i latarki mogą ułatwić poruszanie się i nie wpadanie na innych ludzi. Na początku trasy jest całkiem przyjemnie, zjeżdżamy górniczą szolą na poziom 320 m i zwiedzamy kopalnię jak normalni ludzie. Przewodnik opowiada nam jak konie były transportowane do kopalni i dlaczego już nigdy z niej nie wracały na górę.

W kopalni były też kanarki, które swoim śpiewem umilały górnikom życie a tak na prawdę, kiedy przestawały śpiewać, to był sygnał ostrzegawczy, że stężenie tlenku węgla jest zbyt wysokie. Przewodnik opowiada nam o pracy górników pod ziemią, o wydobywaniu węgla, o urządzeniach i maszynach, które były wykorzystywane przy pracy. Niektóre z tych maszyn uruchamia, żebyśmy mogli zobaczyć i usłyszeć, jak działały a nie były to ciche maszyny.

Część trasy "Mroki kopalni" jest na poziomie 320 m pod ziemią i jest to też część trasy do "normalnego" zwiedzania kopalni, natomiast całkowity mrok panuje 355 m pod ziemią. Na szczęście kilkanaście zapalonych latarek całkiem dobrze oświetla nam drogę. W opisie na stronie internetowej przeczytałam, że trasa jest przeznaczona dla osób sprawnych fizycznie (dorosłych i dzieci powyżej 12 roku życia) a poziom trudności odpowiada wyprawie szlakami górskimi i szczerze mówiąc trochę się tego boję, ale z drugiej strony, skoro dzień wcześniej weszłam na Skrzyczne, to z kopalnią też sobie poradzę ;) Moje obawy okazują się nieuzasadnione, gdyż tak naprawdę jest tylko jeden fragment, gdzie jest stromo pod górę i nisko nad głową, przez który trzeba iść zgiętym w pół i on wymaga trochę większego wysiłku a cała reszta to całkiem przyjemny spacer po kopalni. Zgodnie z zaleceniami zakładam moje nowe buty trekkingowe i to jest zdecydowanie dobry pomysł, gdyż podłoże jest nierówne i takie buty świetnie się sprawdzają. Sandałów czy jasnych butów zdecydowanie nie polecam. Kask też jest przydatny, bez niego pewnie miałabym parę guzów na głowie.

W pewnym momencie przewodnik prosi nas o zgaszenie wszystkich latarek i zasłonienie diod od zasilania latarki, które mamy schowane w torbach przewieszonych przez ramię, tak żeby nie było żadnego światła. I wtedy można powiedzieć "Ciemność, widzę ciemność" :) Naprawdę nie widać nic. Jest to dokładnie takie samo przeżycie jak w ciemni fotograficznej (tak swoją drogą, czy takie ciemnie jeszcze istnieją?)

Na koniec jedziemy na przejażdżkę kopalnianą kolejką i docieramy do miejsca, gdzie jest pub i inne pomieszczenia, w których organizowane są imprezy, takie jak koncerty czy wesela. Trochę zgłodniałyśmy, więc posilamy się kanapkami i ruszamy ku górze. Po wyjściu z windy podsuwamy nasze buty pod specjalne szczotki, żeby pozbyć się z nich kopalnianego pyłu.
Kopalnia Guido na pewno jest warta polecenia. Myślę, że jeszcze tu wrócę, bo są też inne ciekawe trasy np "Szychta górnicza", gdzie w stroju górnika można wczuć się w jego pracę oraz podobno bardzo atrakcyjna trasa wodna, którą polecał nam przewodnik a o której nie znalazłam informacji na oficjalnej stronie internetowej, gdyż jest ona w ofercie Sztolni Królowa Luiza, która ma swoją osobną stronę. Był wyjazd bez dzieci, ale kopalnia oferuje mnóstwo atrakcji dla dzieci, więc tym bardziej wiem, że tu wrócę.
Żal mi tych koni pracujących w kopalni.... to straszne że już nigdy tego co tak naturalne: świeżej trawy, słońca ;(
OdpowiedzUsuńBardzo interesujące miejsce do odwiedzenia! Czy można tam wybrać się z małymi dziećmi jak do Wieliczki?
OdpowiedzUsuńDo kopalni na najłatwiejszą trasę można wejść z 6-cio letnim dzieckiem, natomiast z 3 latkiem można wejść do Kopalni Królowa Luiza, która jest położona 1,5 km od Kopalni Guido.
UsuńFotografie zapowiadają świetną wycieczkę.
OdpowiedzUsuńBędąc kiedyś w innej kopalni, chyba w górach Sowich, słyszałam, jak źle się w nich żyło koniom. Na starość ślepły i chorowały :(
Wygląda ciekawie, ale trochę klaustrofobicznie, nie wiem czy bym się zdecydowała. Ale fajnie, że trafiłam na Twój artykuł mogę chociaż poczytać :)
OdpowiedzUsuńBardzo interesujące miejsce, choć do kopalni balabym się zjechać.
OdpowiedzUsuńJest bezpiecznie. Naprawdę.
UsuńTen koń zupełnie jak Łysek z Idy!
OdpowiedzUsuńTen koń może budzić lekkie przerażenie. Ale ciekawe miejsce. Ja mam blisko do Kopalni Soli w Wieliczce. ;)
OdpowiedzUsuńTen koń robi wrażenie Wow:)
OdpowiedzUsuńWizyta w tej kopalni na pewno zachwyciłaby mojego męża :)
OdpowiedzUsuńTe zdjęcie z koniem mnie trochę przestraszyło, choć jak dzieci podrosną to chętnie ich tam zabierzemy
OdpowiedzUsuńByłam tam jakieś 7 lat temu i do dziś pamiętam te konie....człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy jaka ciężka praca pod ziemia
OdpowiedzUsuń