Sea Park w Sarbsku koło Łeby

Jedziemy na wycieczkę do Sea Parku, który jest położony w Sarbsku kilka kilometrów od Łeby. Samochód zostawiamy na bezpłatnym parkingu. Czekając na znajomych, obserwujemy jak szybko się zapełnia a przecież jest jeszcze przed sezonem. Kupujemy bilety, jednocześnie próbując odciągnąć dzieci od pamiątek i innych wyciągaczy gotówki i idziemy zobaczyć co ciekawego park ma do zaoferowania.

Przy parkowych alejkach są figury zwierząt morskich w realistycznych rozmiarach takich jak kałamarnica, kaszalot czy lew morski. Można sobie nawet zrobić zdjęcie w paszczy rekina.


Największą atrakcją Sea Parku są pokazy i karmienie fok. Są 2 baseny z fokami i 2 pokazy. Przy kupnie biletów dowiadujemy się o której godzinie mamy iść na który pokaz. Uchatki kalifornijskie mają pokazy o godzinie 12 i 16, natomiast foki o 10 i 14 a w lipcu i sierpniu także o 18.

Najpierw idziemy zobaczyć uchatki kalifornijskie. Są to bardzo sympatycznie stworzenia i niezwykle inteligentne. Zachęcają widownię, aby biła im brawo. Pokaz naprawdę robi wrażenie. Osoba prowadząca pokaz często powtarza, że jak foka nie chce czegoś wykonać, to nie wykonuje, nikt jej do tego nie zmusza.

Bramy są otwierane 10 minut przed rozpoczęciem pokazu. Podczas pokazu są zamknięte i nie ma możliwości wejścia ani wyjścia. Jednak pomyślano o małych dzieciach, które mogą nie wytrzymać półgodzinnego pokazu i na samej górze jest taras, po którym można chodzić. Swoją drogą, widok z tarasu jest o wiele lepszy niż z miejsc siedzących.







Po pokazie musimy szybko poszukać toalety (wiadomo jak to jest z dziećmi). Okazuje się, że jest bardzo daleko i jest czynna tylko jedna a kolejka jest wcale niemała. Na szczęście jest bezpłatna. 

Wracamy do miejsca pokazu, gdyż jest tu mały plac zabaw oraz budka z napojami i słodkimi przekąskami. Nieopodal jest też mini ciuchcia, ale dzieci nie są nią zainteresowane.

Mieliśmy iść na interaktywne przedstawienie o wielorybku Błękitku, ale Panna M, która już tu kiedyś była ze swoją klasą, mówi, że "nie idzie, bo to jest głupie". Reszta dzieci też nie ma ochoty iść na przedstawienie, więc idziemy do woliery w której znajdują się ptaki strefy przybrzeżnej Morza Bałtyckiego. I paw.


Kolejnym punktem jest Galeon Wodnik i tu wielki minus, że nie można wejść na górny pokład, z którego byłby pewnie bardzo ładny widok na cały park. Natomiast na dolnym pokładzie powinien się mieścić małpi gaj, ale mieści się tam jedno wielkie nic. Po prostu jest pusto. Pewnie dlatego, że jest dopiero maj a nie lipiec.


Następnie idziemy do statku do góry dnem. Na wzór innych tego typu budowli wszystko w środku jest do góry nogami a podłoga (a właściwie sufit, po którym się chodzi) nie jest w poziomie, tylko jest nachylona pod wcale niemałym kątem, więc momentami może zakręcić się w głowie.


Czas mija szybko i powoli zbliża się godzina drugiego pokazu. Tym razem oglądamy foki szare i fokę pospolitą. Pokaz też jest bardzo ciekawy, chociaż ten pierwszy zrobił większe wrażenie. I znów kilkukrotnie jest powtarzane, że jak foka nie ma ochoty na występy to trzeba to uszanować. Tym razem faktycznie jedna z fok szarych wolała sobie popływać niż się wygłupiać przed publicznością, chociaż parę razy się pokazała i nawet zaśpiewała do mikrofonu.




Tuż przy basenie fok jest bardzo śmierdzący starym olejem bar oraz oceanarium prehistoryczne 3d i kino 5d, które jest jedyną dodatkowo płatną atrakcją w Sea Parku. Oceanarium jest dość ciekawe i ciekawie się kończy. Panna M wie, czego można się tam spodziewać i niestety mi to mówi, więc ja już nie mam niespodzianki a ona nie chce tego drugi raz przeżywać i włącza się jej bieg wsteczny. Ostatecznie stoi z zamkniętymi oczami. Nie jest to nic bardzo strasznego, ale niektóre małe (a czasem duże) dzieci mogą się przestraszyć. Kino 5d sobie odpuszczamy, bo znając Pannę M pewnie znów by siedziała z zamkniętymi oczyma.

Idziemy pooglądać miniatury latarni morskich. Są one bardzo starannie zrobione a przy każdej jest tabliczka z opisem. Można w jednym miejscu zobaczyć, jak bardzo różnią się wysokością.


P kolejny raz przeżywa, że latarnia w Jarosławcu, na której byliśmy w dniu wczorajszym ma pochyłą podłogę.


Po zakończeniu spaceru po parku, dzieci w końcu mogą się wyszaleć na placu zabaw, który jest zrobiony trochę na wzór parku linowego a rodzice mogą odpocząć posilając się obiadem w jednym z puntów gastronomicznych, który nie śmierdzi starym olejem i w menu jest coś innego niż fast food. Dzieci też dostają obiad, tylko trochę później.

Na tym kończymy naszą wycieczkę, zahaczając jeszcze przed wyjściem o sklep z pamiątkami. 

Sea Park w Sarbsku
godziny otwarcia i cennik: http://seapark.pl/cennik

Komentarze

  1. To w końcu uchatki czy uszatki? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę, też chciałabym odwiedzić ten park, ale mamy bardzo daleko do Łeby.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie byliśmy tam jeszcze. Ale wszystko przed nami :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że takie miejsca nie są przygotowane na żywienie dzieci :( To, co piszesz: smród oleju i fast foodowe jedzenie są często domeną parków rodzinnych... Szkoda :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Super miejsce na rodzinną wycieczkę. Mnostwo atrakcji ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz