Co warto zobaczyć w Bodzentynie

Jedziemy na wycieczkę w Góry Świętokrzyskie. Zatrzymujemy się w przepięknym domku w Świętej Katarzynie, ale oczywiście chcemy zwiedzić najbliższą okolicę. Do południa jest deszczowo a jakoś nie chce nam się moknąć, więc kiedy deszcze ustają, wybieramy się na krótką wycieczkę do malowniczego miasteczka Bodzentyn. Jakby deszcz chciał wrócić to mamy w bagażniku kalosze, ale na szczęście się rozpogadza.

Bodzentyn jest jednym z najstarszych miast w rejonie świętokrzyskim. Posiada 2 rynki: Rynek Dolny i Rynek Górny, są one połączone stromą uliczką. Czytamy w internecie, że w Bodzentynie jest bardzo dużo turystów i ciężko znaleźć miejsce do zaparkowania, ale chyba wszyscy wystraszyli się deszczu, bo bez problemu parkujemy na Rynku Górnym a tam największą atrakcją jest fontanna. Dzieci oczywiście muszą sobie pobiegać w strumieniach wody, ale robią to tak sprytnie, że wychodzą z niej w suchym ubraniu i suchych butach.



Nieopodal Rynku Górnego jest kościół a za kościołem ruiny zamku, który był rezydencją biskupów krakowskich. Po przejęciu przez władze austriackie był przekształcony na spichlerz i szpital wojskowy a w późniejszym czasie został opuszczony i zaczął popadać w ruinę.




Po krótkim spacerze wśród ruin idziemy do miejsca, obok którego dzieci nie mogą przejść obojętnie czyli na plac zabaw. Jest on spory i zadbany.



Największą atrakcją placu zabaw jest tyrolka.


Madzia początkowo trochę się boi, ale po kilku próbach zaczyna jej to sprawiać przyjemność.


Chyba mamy szczęście, bo są akurat dni Bodzentyna. Zza ruin zamku słychać muzykę. Chcemy tam iść, ale za zamkiem jest wąwóz i nie ma przejścia. Okazuje się, że trzeba iść w około, więc idziemy kierując się natężeniem głośności owej muzyki. Trafiamy na folklorystyczne występy, ale później mają być koncerty znanych wykonawców. Nie będziemy tu czekać do wieczora, przechadzamy się obok różnych stoisk z pamiątkami i wracamy w stronę rynku.


Przechodzimy obok liceum, na którego ogrodzeniu są przyczepione karteczki z tekstami typu "przyjdź i zaczerpnij trochę wiedzy". No to idziemy. Spotykamy tam szalonego pana fizyka, który opowiada nam o różnych ciekawych sprawach związanych z fizyką. Przez lunety i teleskopy można sobie poobserwować słońce a w późniejszym czasie, kiedy chmury się rozstępują, przez krótką chwilę spoglądamy na księżyc. Chmury niestety nie są nam przyjazne i wszystko zasłaniają, ale pan fizyk chce zrobić dzieciom przyjemność i ustawia lunetę tak, żeby sobie popatrzyły chociaż na liście drzew. Po godzinie 22 będzie można obserwować Jowisz i Saturn. My jednak jesteśmy zmęczeni podróżą i chcemy się wyspać i odpocząć przed wyprawą w Góry Świętokrzyskie, więc z tej opcji nie korzystamy.


Oprócz obserwacji nieba szalony pan fizyk pokazuje nam różne doświadczenia. Możemy np. sprawdzić, że po zanurzeniu w wodzie kulki obtoczonej sadzą, woda nie będzie do niej dotykać, tylko wytworzy się pęcherzyk powietrza. Dowiadujemy się, że to zjawisko w praktyce jest wykorzystywane przy malowaniu pasów na drogach. Do białej farby dodaje się drobno potłuczone szkło, lekko powleczone sadzą i jak jedzie samochód i świeci światłami, to światło zawraca za tą drobinką szkła i wraca w stronę kierowcy. Dzięki temu pasy wydają się jaśniejsze.


Nasza przygoda w Bodzentynie dobiega końca. Szukamy jeszcze jakiegoś sklepu spożywczego, żeby się zaopatrzyć na najbliższe dni. Na Rynku Górnym nie ma żadnego sklepu, ale znajdujemy kilka sklepów na Rynku Dolnym.

Komentarze

  1. Fajnie że spotkaliście tego pana fizyka. Moi chłopcy też by byli ciekawi tych doświadczeń ;) Lubią takie rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też lubimy :) Pan fizyk to nauczyciel naprawdę z powołania, tak ciekawie opowiadał o fizyce i w taki fajny sposób, że jego uczniowie naprawdę mają szczęście, że mają takiego nauczyciela.

      Usuń

Prześlij komentarz