Idziemy na Łysą Górę czyli Święty Krzyż - 594 m. n.p.m.

Idziemy na Łysą Górę, miejsce gdzie kiedyś dawno temu były odprawiane pogańskie obrzędy. Według świętokrzyskich legend czczono tu trzy bóstwa: Bodo, Łado i Lel albo Śwista, Pośwista i Pogodę lub Jessę. Czczono tu także bogów śmierci: Lelum i Polelum. Każdego roku w nocy z 30 kwietnia na 1 maja na szczycie gromadziły się tłumy ludzi, aby ugasić święte ognie i powitać duchy zmarłych, którzy powracali na ziemię a o świcie rozpalić nowy ogień symbolizujący cyklicznie odrodzenie się czasu na kolejny rok. Legendy głoszą również, że na Łysej Górze oraz na pobliskiej Łysicy czarownice zlatywały się na sabaty. Przed podróżą na szczyt smarowały swoje miotły specjalną maścią sporządzoną z jaszczurek, węży, wróblich piórek i żabiego skrzeku. Jeśli nie wysmarowały miotły dokładnie, to spadały na ziemię i dalszą część drogi musiały pokonywać piechotą. W czasie sabatu spotykały się z diabłami, aby świętować, palić ogniska i przygotowywać trucizny a także wymieniać między sobą doświadczenia, uczyć się nowych czarów i sporządzania mikstur. Gdy odzywało się pianie kura, wiedźmy żegnały się z biesami, wsiadały na miotły i wracały do domów. Pogańskie obrzędy i sabaty zakończyły się w momencie wybudowania klasztoru benedyktyńskiego, kiedy to mnisi modlitwami wypędzili czarownice a sama góra straciła swoje tajemne moce. Aby miejsce przestało się źle kojarzyć, Łysą Górę zaczęto nazywać Świętym Krzyżem.

Tyle legenda... a my nieświadomi, że u podnóża Łysej Góry jest parking i zaplecze gastronomiczne, zostawiamy samochód przy aptece w Nowej Słupi. Musimy przejść kilkaset metrów, ale dzięki temu nie płacimy opłaty za parkowanie. Wejście na Łysą Górę rozpoczyna się w puszczy jodłowej, do której wstęp jest płatny (7 zł bilet normalny, 3,50 zł bilet ulgowy). 



Idziemy niebieskim szlakiem zwanym Drogą Królewską. Nazwa pochodzi od licznym pielgrzymek królów polskich, zmierzających tędy do relikwii Świętego Krzyża. Szli tędy m. in. Władysław Jagiełło, Kazimierz Jagiellończyk, Jan Olbracht, Zygmunt Stary z Królową Boną, Zygmunt III, Władysław IV, Jan Kazimierz a także Michał Korybut Wiśniowiecki. Wzdłuż szlaku znajdują się rzeźbione stacje drogi krzyżowej.


Nieopodal szlaku rośnie "Buk Jagiełły". Jest to jeden z najokazalszych i najstarszych buków w Świętokrzyskim Parku Narodowym. Jest tu kilka ławeczek, więc wykorzystujemy je na krótki odpoczynek.


Dalsza droga nie jest łatwa, gdyż mamy do pokonania kamienne schody, które momentami są dość strome. Dzieci liczą każdy pokonany schodek, ale dziś już nikt nie pamięta, ile ich było. Za schodami znów są ławeczki, więc z chęcią z nich korzystamy.


Droga nie jest łatwa, bo prawie cały czas idzie się po kamieniach, choć oczywiście nie można jej porównywać do tatrzańskich szlaków. Idąc dalej po lewej stronie widzimy grotę Matki Boskiej a po prawej kapliczkę Dąbrówki. Nieopodal jest boczna ścieżka prowadząca do cmentarza jeńców radzieckich. W końcu naszym oczom ukazuje się Klasztor Świętego Krzyża. 


Jest to miejsce kultu religijnego związane z przechowywanymi w klasztorze relikwiami z drzewa Krzyża Świętego. Według legendy relikwie zostały przywiezione do Polski przez węgierskiego królewicza Emeryka, który otrzymał je od swojego ojca. Miały one strzec go w podróży. Podczas polowania Emerykowi ukazał się olbrzymi jeleń. W pogoni za nim książę oddalił się od orszaku. Jeleń wpadł w zarośla a jego rogi zaplątały się w gałęziach. Kiedy Emeryk wyciągnął strzałę i napiął łuk, między rogami jelenia ukazał się świecący krzyż oraz anioł, który wskazał mu drogę do budowanego właśnie klasztoru i nakazał w nim złożyć relikwie. Od tego czasu do klasztoru zaczęły przybywać pielgrzymki. Przekazy XII-wieczne mówią jednak, że opactwo powstało dzieki Bolesławowi Krzywoustemu a relikwie Świętego Krzyża przekazał Władysław Łokietek. Relikwie są przechowywane we współczesnym tabernakulum umieszczonym w marmurowym ołtarzu. 

W klasztorze można jeszcze zwiedzić muzeum, kryptę, gdzie leży zmumifikowane ciało księcia Jeremiego Wiśniowieckiego oraz wierzę widokową. My jednak opuszczamy sobie te atrakcje i udajemy się na platformę widokową na gołoborzu. Bilety kupione przy wejściu do Puszczy Jodłowej uprawniają również do wejścia na platformę. Gołoborze jest to miejsce "gołe od boru" czyli obszar położony na zboczu lub grzbiecie górskim pokryty rumoszem skalnym. Powstały one w wyniku spękania skał podczas czwartorzędowych zlodowaceń oraz wietrzenia mechanicznego i zamarzania wody w szczelinach skalnych, co powodowało rozsadzanie skał. Również z gołoborzami wiąże się świętokrzyska legenda o tym jak diabły chciały zniszczyć klasztor na Łysej Górze. Wyrwały one z piekła ogromny głaz, który chciały zrzucić na klasztor. Po drodze postanowiły zrobić sobie odpoczynek. Niosąc kamień usłyszały pianie koguta i straciły swoją moc upuszczając kamień na ziemię (do dziś spoczywa on w tamtym miejscu i nazywa się Diabelskim Kamieniem). Diabły wyruszyły po raz drugi, aby zniszczyć klasztor, tym razem niosły drobne kamienie w płachcie. Lecąc w kierunku budynków klasztornych zachowywały się niezwykle głośno. Spłoszone gęsi mnichów narobiły hałasu i obudziły duchownego, który myśląc, że to pora na modlitwę uderzył w dzwon. Wystraszone i ogłuszone biesy upuściły płachtę z kamieniami, które stoczyły się po zboczu Łysej Góry i utworzyły gołoborze. 





Z platformy rozpościera się piękny widok, ale jako że jesteśmy na drugim co do wysokości szczycie Gór Świętokrzyskich, to widzimy niemal równiny a nie góry. Na platformie jest bardzo wietrznie, więc spędzamy tam tylko chwilę. Znajdujemy ławeczkę i głodomory uzupełniają poziom cukru we krwi, bo przecież czeka nas jeszcze droga powrotna.


Wracając dochodzimy do kamienno - drewnianych schodów, po czym nie idziemy dalej Drogą Królewską, tylko odbijamy w prawo i schodzimy ścieżką edukacyjno-przyrodniczą, która ma 6 tablic informacyjnych. Dla dzieci szukanie kolejnej tablicy jest motywacją do wędrówki. Szkoda tylko, że tablice są rozłożone bardzo nierównomiernie. Niemniej jednak poznajemy kilka ciekawostek przyrodniczych oraz rolę parku narodowego.




Jako, że nasz samochód został pod apteką w Nowej Słupi i musimy do niego dojść, to nie możemy pominąć atrakcji, która jest na naszej drodze. Dzieci ciągną nas w stronę Centrum Kulturowo - Archeologicznego w Nowej Słupi, ale o tym następnym razem :)

Komentarze

  1. I znów piękne miejsce odwiedzone i to jeszcze z jaką historią :) Zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co zazdrościć, tylko pakować rodzinkę i jechać :) Nawet nie trzeba tak daleko, w Twojej okolicy jest wiele pięknych miejsc.

      Usuń
  2. Oto połączenie przyjemnego z pożytecznym.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz