Rowerem do Rewy i powrót przez R10

Tę wycieczkę planowałam już od dłuższego czasu. Kiedyś jechałam tą trasą tylko z tatą bez dzieci i z koleżanką też jechałam, więc wiedząc, że jest w miarę łatwa i z dala od ruchu samochodowego, marzyłam o tym, żeby zabrać na nią dzieci. Jako, że ma ponad 30 km, to dzieci były przez całe lato stopniowo przyzwyczajane do większych odległości, ale nie raz mnie zaskakiwały swoją wytrzymałością, jak choćby na trasie zwiniętych torów ze Swarzewa do Krokowej, gdzie przejechały 37 km. 

Standardowo wyruszamy spod stawku na Obłużu. Jedziemy do Szperka a potem nową ścieżką rowerową w stronę placu zabaw w Pierwoszynie. Stąd jedziemy chodnikiem wzdłuż ulicy prosto do Rewy. Droga jest dość łatwa (bo z górki) i dość bezpieczna (bo cały czas chodnikiem, czasem nawet odgrodzonym od ulicy barierką). Dobrze, że dzieci nie skończyły jeszcze 10 lat i możemy wszyscy jechać chodnikiem. Nie ma tu ścieżki rowerowej a na jazdę ulicą bym się nie odważyła. 

Po dojechaniu do Rewy udajemy się w stronę plaży. Można tu jechać, chodnikiem, deptakiem przy samej plaży albo ulicą. Wszystkie 3 drogi są równoległe, właściwie to się chyba nawet nie da gdzie indziej pojechać ;) Skręcamy w prawo i udajemy się na mniej zaludnioną część plaży, ale jeszcze po drodze kupujemy sobie lody. 


Jako że jesteśmy z rowerami, to darujemy sobie wycieczkę na Cypel Rewski (czyli szperk, od którego nazwę zapożyczyła Galeria Szperk), bo trzeba by było iść ok. 1 km po plaży, ale kiedyś dawno temu byliśmy na samym końcu i pewnie jeszcze nie raz tu przyjedziemy. Miejsce jest dość interesujące, bo im dalej w morze, tym plaża jest coraz węższa i ostatecznie znika w morzu. Można stąd przejść przez Zatokę Pucką do Kuźnicy położonej na Półwyspie Helskim, ale trzeba się liczyć z tym, że w pewnym momencie niewielki odcinek trzeba przepłynąć. Latem w Rewie jest zwykle bardzo dużo ludzi (parawan przy parawanie) i dużo windsurferów, bo tu zwykle wieje bardziej niż w innych nadmorskich miejscowościach.


Żeby wydostać się z Rewy, trzeba wrócić tą samą drogą i przy tym powrocie zdarza się mały wypadek. Panna M chcąc wjechać z ulicy na chodnik, chyba nie zauważa zbyt wysokiego krawężnika i kończy to się zdartym łokciem i wielkim płaczem. Wszystkie kości całe, więc trzeba jechać dalej, choć jeszcze jakiś czas temu myślałam o zakończeniu wycieczki w tym miejscu, lub pojechaniu na Bekę i powrocie do Rewy. Powrót rowerem z Rewy do Gdyni mógłby okazać się zbyt trudny, bo prawie cały czas byłoby pod górkę, ale jest możliwość przewiezienia roweru autobusem i początkowo chciałam z tej możliwości skorzystać, jednak okazało się, że w jednym autobusie mogą jechać maksymalnie 2 rowery, więc musielibyśmy jechać na 2 tury. To w sumie nie byłby duży problem, większym problemem okazują się ludzie i ich negatywne podejście do rowerzystów. Na trójmiejskich stronach i na fb były ostre dyskusje na ten temat, głównie toczące się wokół wątku, że rowery zabierają miejsce wózkom dziecięcym, że kierowcy wypraszają rowerzystów, gdy pojawia się matka z wózkiem, więc ostatecznie dochodzę do wniosku, że przyjemniej będzie zrobić jeszcze 20 km na rowerze niż się narażać na te autobusowe "przyjemności". W związku z tym musimy sobie odpuścić Rezerwat Beka, żeby z trzydziestu paru kilometrów nie zrobiło się pięćdziesiąt. Na Bece jest pięknie i malowniczo, ale droga pokryta płytami yomb nie należy to komfortowych dla pewnej części ciała ;) Zostawiamy to sobie na bliżej nieokreśloną przyszłość.

Wyjeżdżamy więc z Rewy i skręcamy w prawo w ulicę Bukowy Las. Dalej droga wiedzie przez pola, łąki, lasy, częściowo jest to droga utwardzona, ale przez większość czasu jedziemy asfaltem. Tu prawie cała trasa jest wyłączona z ruchu samochodowego, więc jedzie się na prawdę przyjemnie i bezpiecznie dla dzieci, choć od czasu do czasu trzeba przeciąć główną drogę. Ta część trasy należy do międzynarodowego szlaku rowerowego R10 przebiegającego dookoła Morza Bałtyckiego. Minusem jest to, że nie ma za bardzo miejsc postojowym, żadnej wiaty ani ławeczki. Po drodze jest jedynie przystanek autobusowy, ale jest blisko oczyszczalni ścieków, więc zapachy nie zachęcają do dłuższego przebywania w tym rejonie.


Kiedy dojeżdżamy do ulicy Dębogórskiej w Rumii, mamy do wyboru 2 trasy: albo ulicą Łąkową, która teoretycznie jest zamkniętą drogą i żeby nią przejechać samochodem trzeba mieć zezwolenie, ale w praktyce bardzo dużo samochodów tędy jeździ, albo możemy pojechać skrajem lasu i tę trasę wybieramy. Po drodze jeszcze zatrzymujemy się na dłuższy odpoczynek na placu zabaw. Po wyjeździe z lasu przejeżdżamy przez osiedle a potem już prosto ścieżką rowerową przez ulicę Unruga. Teraz czeka nas ostatni ale najtrudniejszy odcinek, musimy dojechać do stawku ulicą Kwiatkowskiego, która w tę stronę prowadzi ostro pod górę, więc trochę trzeba rowery poprowadzić.

Cała trasa zajęła nam ponad 5 godzin, ale poziom trudności określiłabym na łatwo - średni (średni tylko ze względu na odległość). 


Komentarze

Prześlij komentarz