Skrzyczne (1.257 m. n. p. m.) zdobyte czyli matka wypuściła się w góry bez dzieci

Skrzyczne to był mój górski cel na ten rok, którego nie udało się zrealizować podczas wyjazdu z dziećmi do Ustronia. Przeszkodziła nam pogoda i stan zdrowia, chociaż ten stan zdrowia dało się jakoś ogarnąć (bo przecież boląca trzustka nie przeszkadza w chodzeniu po górach, prawda? ;) ) Pogoda jednak bardzo nas nie lubiła i kolejny dzień chodzenia w chmurach i ewentualnym deszczu nie brzmiał zachęcająco. Wybraliśmy wtedy Górę Żar, czego potem żałowałam, bo się rozpogodziło i widziałam z jej szczytu jak Skrzyczne śmieje się ze mnie, że się paru złowieszczo wyglądających chmurek wystraszyłam. No trudno. Zostawiłam sobie zdobycie Skrzycznego na za rok lub dwa.

Jesienią pojawia się opcja babskiego weekendowego wyjazdu w góry. Bez dzieci, bez męża. Trzy chętne osoby do wyjazdu a żadna bez konkretnego pomysłu, więc wybór celu pada na Skrzyczne. W sumie to trochę też przeważa dogodna lokalizacja, bo Beskid Śląski to góry (oprócz świętokrzyskich) położone najbliżej morza. Jedziemy więc cały dzień odwiedzając po drodze Ogrodzieniec i Gród na Górze Birów, drugi dzień to wyprawa na Skrzyczne a kolejny dzień to powrót przez Kopalnię Guido w Zabrzu. Trochę wariactwo i bardzo dużo godzin spędzonych w samochodzie, ale i tak było warto.

Zatrzymujemy się w małym pensjonacie w Szczyrku, zarezerwowanym właściwie na ostatnią chwilę, skąd rano ruszamy w stronę Skrzycznego. Na szczyt prowadzą 2 szlaki: niebieski i zielony a napotkany góral opowiada nam jak jeszcze na skróty można dojść na szczyt. Jedna z moich współtowarzyszek wyprawy wybiera szlak niebieski i tą właśnie trasą idziemy na Skrzyczne. Szlak zaczyna się w centrum Szczyrku, na skrzyżowaniu nieopodal dolnej stacji kolejki należy skręcić w lewo i przejść przez most nad rzeką Żylicą (jeden z wielu mostów). Szlak wiedzie asfaltową drogą. Idziemy więc dziarsko i oglądamy bardziej lub mniej góralskie domy stojące przy drodze. Kiedy droga zaczyna wchodzić w las, rozglądamy się szukając, w którą stronę prowadzi szlak. I tu małe zdziwienie, bo szlaku nie ma. Na szczęście jest internet, więc szukamy, co się stało ze szlakiem i kto odważył się nam go zabrać. Okazuje się, że na prawie samym początku asfaltowej trasy szlak skręca w prawo, tylko ten skręt jest sprytnie ukryty przed wędrowcami. No trudno, trzeba wracać. Niewielkie to pocieszenie, ale nie jesteśmy jedyne, bo za nami idzie para, która też zabłądziła. 

Niemal niewidoczny, ukryty w krzakach skręt w prawo.


Idziemy więc dalej prawidłowym już szlakiem mijając po drodze kolejkę górską wiozącą tych bardziej leniwych ;) Gdybym szła z dziećmi, to pewnie byśmy skorzystali z wjazdu na Halę Jaworzyna, która jest mniej więcej w połowie drogi na Skrzyczne. Z Hali Jaworzyna można wjechać drugą kolejką niemal na sam szczyt, tylko po co? Chyba nie o to chodzi w chodzeniu po górach, więc tym bardziej się cieszę, że idę z osobami, które kolejek nie uznają.


Zmierzamy więc sobie powoli ku górze. Jest kilkanaście stopni. Wcześniej martwiłam się trochę, że będzie zimno, ale temperatura jest idealna i co chwilę zdejmuję zbędne warstwy ubrania. Dopiero powyżej Hali Jaworzyna zaczyna wiać bardzo zimny wiatr i kurtka staje się niezbędna. Im wyżej, tym góra jest bardziej odsłonięta i widoki są coraz piękniejsze. Tuż pod szczytem spotykamy wariata, który wbiega na górę i chce zmieścić się w jednej godzinie.


Na szczycie Skrzycznego jest zimno i wietrznie. Po przejściu przewyższenia 700 m należy nam się odpoczynek, więc udajemy się do schroniska. Ludzi jest tu bardzo dużo i bardzo dużo siedzi na zewnątrz, bo miejsce w środku jest ograniczone. Idąc szlakiem nie widziałyśmy aż tylu wędrowców, więc pewnie większość z nich przyjechała kolejką. Znajdujemy sobie przyjemne miejsce we wnętrzu schroniska i delektujemy się lokalnymi specjałami.



Dalsza droga nie ma już tak dużych przewyższeń, zresztą teraz schodzimy wędrując szczytami gór i podziwiając przepiękne widoki. Gdzieś po drodze niezauważenie mijamy Małe Skrzyczne. Szkoda, że nie ma tu żadnej tabliczki. Dalej kierujemy się w stronę Malinowskiej Skały (1.152 m. n. p. m.) i jedynie tu jest trochę bardziej strome podejście. Odpoczywamy chwilę i posilamy się czekoladą :) 




Droga, którą chciałyśmy iść dalej jest zamknięta. Nie zaskoczyło nas to, bo już wcześniej znalazłyśmy tę informację w internecie, ale zawiedziona jestem, że nie jest to uwzględnione w mapie-turystycznej, z której zawsze korzystam wędrując po górach.


Jedna z koleżanek zauważa na drogowskazie, że można stąd iść na Baranią Górę i już się kieruje w tę stronę, ale jednak nie korzystamy z tej propozycji, bo doszłybyśmy tam, jak już by było ciemno a jeszcze trzeba by było zejść do Wisły i dojechać do Szczyrku. Gdyby to nie był wrzesień, tylko np czerwiec, kiedy słońce świeci dwie godziny dłużej, to z dużym prawdopodobieństwem mogę stwierdzić, że poszłybyśmy tą drogą. Schodzimy dalej do Salmopola i kierujemy się w stronę Szczyrku. Dalsza droga to kilka kilometrów po asfalcie, więc proponuję złapanie stopa, ale koleżanki się chyba boją, więc idziemy dalej pieszo. Dzień kończymy w przyjemnej Starej Karczmie.

Podsumowując, nasza trasa miała łącznie 26 km (wg zapisu na endomondo i wliczając nasze błądzenie na początku), ale mapa-turystyczna nie chce wyznaczyć końcówki naszej trasy z Salmopola do Szczyrku (pewnie dlatego, że to asfalt a nie szlak).

Stopień trudności jest średni, choć dla dzieci mógłby się okazać trudny ze względu na przewyższenie 700 m, ale i tak wiem, że kiedyś tu dzieci zabiorę.

Komentarze

  1. Mocno już tęsknię za możliwością górskich wędrówek, mam nadzieję, że jeszcze będę mogła się cieszyć takimi krajobrazami. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam i jednocześnie zazdroszczę widoków ludziom, którzy chodzą po górach, niestety ja bardzo źle się w nich czuje

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajna wyprawa. U nas lubimy cala rodzna wyjscia w gory

    OdpowiedzUsuń
  4. Super, gratulacje! To na pewno musiał być wielki wysiłek :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajna wypraw, tam nas jeszcze nie było, musimy coś zaplanować :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo lubię górskie wycieczki, te szlaki i zmęczenie i widok ze szczytu :) W Szczyrku nas jeszcze nie było!

    OdpowiedzUsuń
  7. Z pewnoscia to były cudowne chwile. Gratuluję i troszkę zazdroszczę. My na wiosnę planujemy z naszym 5 latkiem iść w góry. Super fotorelacja

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedys się na taką wycieczkę wybiorę, za duzo teraz mamy zaplanowanego.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bywałam w tamtych rejonach bardzo często, gdyż mieszkałam w Sosnowcu. 100km i już nas witał Beskid Śląski. Przydałby mi się taki babski wypad w góry.

    OdpowiedzUsuń
  10. No i matce się należało :) cudowny wypad, piękne widoki, kochamy góry!

    OdpowiedzUsuń
  11. też chętnie bym powędrowała w ciszy bez towarzystwa

    OdpowiedzUsuń
  12. oj poszłabym tam z Tobą - piekne widoki i spokój:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Góry zawsze poproszę! Fajnie, że mogłaś tam pojechać i cieszyć się ich pięknem

    OdpowiedzUsuń
  14. Babski wyjazd to jest super doładowanie baterii! Ja co prawda wybrałbym spa, ale nie liczy się jak, a z kim spędzasz ten czas :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Czekam na wakacje, bo za górami tęsknię każdego dnia.

    OdpowiedzUsuń
  16. Brawo Ty! :) Świetna wycieczka, choć ja na co dzień mieszkam na niewiele mniejszej wysokości ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz