Odkrywanie Solilandii czyli Kopalnia Soli w Wieliczce dla najmłodszych

Wracając z Krynicy Zdrój jedziemy na wycieczkę do kopalni soli w Wieliczce. Po drodze byliśmy na platformie widokowej w Woli Kroguleckiej, na której spędziliśmy trochę czasu, więc teraz musimy się spieszyć, żeby zdążyć na odpowiednią godzinę. Przyjeżdżamy trochę przed czasem, ale jeszcze trzeba znaleźć miejsce, w którym musimy odebrać bilety. Niełatwo się przedrzeć przez tłumy ludzi, jesteśmy w wielkim szoku, jak dużo ich tu przyjechało. 

Kopalnię można zwiedzać na wiele sposobów, oferuje ona kilka tras:
- turystyczna czyli taka standardowa
- górnicza - można poznać pracę górnika od podszewki
- tajemnice wielickiej kopalni - podobno bardzo wyczerpująca fizycznie, prowadzi przez wyrobiska położone na uboczu trasy turystycznej
- szlak pielgrzymkowy
- kopalnia dla dużych i małych czyli urodziny ze Skarbnikiem i Odkrywanie Solilandii.

Jedziemy z dziećmi i głównie dla nich, więc wybieramy trasę, która wydaje nam się najciekawsza dla dzieci czyli Odkrywanie Solilandii. Na tę trasę nie można kupić biletów w kasie. Trzeba je zarezerwować przez internet z kilkudniowym wyprzedzeniem i 15 minut przed rozpoczęciem wędrówki po kopalnianych korytarzach należy je odebrać w dziale imprez czyli malusiej budce położonej na uboczu. Cieszymy się, że jest to zorganizowane właśnie w ten sposób, bo dzięki temu nie musimy stać w 3 godzinnej kolejce do kasy. Nawet przy wjeździe na parking zostajemy poinformowani, że tak długo trzeba stać w kolejce, żeby kupić bilet na wszystkie pozostałe trasy. 


Odbieramy nasze bilety, przechodzimy przez bramkę z wykrywaczem metalu, jak na lotnisku. Tata, jako że niósł w plecaku nasze butelki z wodą, to musiał się napić z każdej z 4 butelek. Przychodzi nasz przewodnik i zabiera nas w podróż po Solilandii. Żeby dostać się do kopalni trzeba pokonać 380 schodów w dół. Temperatura w kopalni wynosi ok 16 stopni, więc dobrze jest mieć ze sobą coś cieplejszego do ubrania. Po zejściu na dół zaczyna się przygoda. Wszyscy muszą przybić piątkę Skarbnikowi, który zostawił na ścianie odcisk swojej dłoni. Przewodnik oprowadza nas po kopalni a dzieci aktywnie uczestniczą w zabawie. Piotruś zostaje klucznikiem i przez całą trasę niesie klucz, natomiast Madzia zostaje mapnikiem, więc musi pilnować mapy i zaznaczać na niej odwiedzone miejsca. Odkrywanie Soliladnii wiedzie tą samą drogą, co trasa turystyczna, od czasu do czasu zbaczając do komnat, w których są atrakcje przeznaczone dla dzieci, takie, których nie ma na trasie turystycznej. Po drodze spotykamy sympatycznego skrzata Soliludka, który śpi sobie na półce pod sufitem. Po obudzeniu się przejmuje rolę przewodnika i tryskając humorem pokazuje nam różne ciekawe miejsca w kopalni a także przeprowadza nas bezpiecznie koło kopalnianego smoka Solonia. Szuka najodważniejszej osoby, która przejdzie koło smoka jako pierwsza. Madzia zgłasza się do tego zadania. Po drodze jest mnóstwo atrakcji dla dzieci, takich jak rozwiązywanie zagadek czy odnajdywanie ukrytych przedmiotów. Można polizać sobie ścianę i sprawdzić czy jest naprawdę słona. Dorośli też mogą, ale jakoś nie ma chętnych. Sól jest bakteriobójcza, przewodnik mówi, że nie musimy się obawiać o przenoszenie chorób przez polizanie ściany, którą nie wiadomo kto lizał przed nami. 


Żeby nie było tylko tak prosto i zabawnie, to trzeba też trochę popracować.


Poznajemy historię św. Kingi i odwiedzamy jej kaplicę, która jest największym pomieszczeniem w całej kopalni. Jest naprawdę przepiękna i na wszystkich robi wrażenie.


Po długiej wędrówce dochodzimy do komnaty, w której można sobie usiąść na wygodnych pufach i chwilę odpocząć, jednak atrakcje dla dzieci toczą się dalej. Dzieci spotykają Skarbnika - dobrego ducha kopalni, który odebrał odnalezione po drodze przedmioty i przepytał dzieci z wiedzy na temat kopalni. Klucznik Piotruś otwiera skrzynkę z solilizakami i częstuje nimi wszystkie dzieci, natomiast mapnik Madzia pokazuje mapę z zaznaczonymi miejscami a w nagrodę za odwagę wykazaną przy przejściu koło kopalnianego smoka zostaje mianowana na królową Kingę. Dwaj chłopcy, którzy zostali górnikami, ciężko pracując wykopują pierścień zaręczynowy królowej Kingi i ląduje on na palcu Madzi. Pierścień może zabrać ze sobą i miałaby świetną pamiątkę, gdyby nie został w samochodzie, który 2 dni później zniknął z naszego parkingu i już więcej go nie zobaczyliśmy. 


Na koniec żegnamy się ze Skarbnikiem i Soliludkiem i dalej idziemy samodzielnie. Robimy sobie pamiątkowe wspólne zdjęcie, które zostaje wysłane na maila.


Dzieci chwilę bawią się na placu zabaw. Jemy obiad w podziemnej restauracji. Jest tu nawet zasięg telefoniczny i darmowe wi-fi. Udajemy się w stronę windy, która nas zawozi na powierzchnię i wyjeżdżamy ok. 300 metrów, od miejsca, w którym zaczynaliśmy naszą przygodę. 

Dzieci są zachwycone wyprawą do kopalni i jeszcze długo wspominają Soliludka i solilizaki. Jednak jeśli osoba dorosła chciałaby się dowiedzieć czegoś o kopalni, to zdecydowanie polecam wybrać inną trasę, bo Odkrywanie Soliladii o ile dla dzieci jest świetną przygodą, to dla dorosłych jest również tylko przygodą o soliludkach i solilizakach. Brakuje tu bardziej konkretnych informacji o kopalni i jej historii.

Wszystkie niezbędne informacje oraz cennik są zawarte na stronie internetowej Kopalni Soli w Wieliczce  https://www.kopalnia.pl/

Komentarze

  1. Macie piękne zdjęcia! :) My byliśmy w Wieliczce z badziewnym aparatem i fotki nam koszmarne wyszły. Ale wycieczka była cudowna... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko tam zrobić ładne zdjęcia. Te wyszły w miarę ok, bo była użyta lampa zewnętrza, ale i tak, z ponad 100 zdjęć, które tam zrobiliśmy, tylko kilka jest naprawdę ładnych.

      Usuń
    2. Byłam tam kiedyś. Bardzo miło wspominam tamten czas. Nawet ostatnio zastanawiałam się czy nie zabrać tam syna.

      Usuń
  2. Marzy mi się wyprawa w to miejsce! Ale nigdy nam nie jest po drodze. No cóż... może kiedyś nam się uda tam dojechać :) A propo auta - to co się wydarzyło??? Ukradli Wam je???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest trasa naprawdę dla dzieci. Jak chłopcy urosną, to chyba ciekawsza będzie dla nich trasa turystyczna lub górnicza. Auto nam ukradli dosłownie spod bloku. Wtedy w Gdyni skradziono ponad 30 samochodów takich jak nasz i udało się nam dowiedzieć tylko tyle, że prawdopodobnie zostały one wywiezione na tirach na Ukrainę.

      Usuń

Prześlij komentarz